Podcast: Zrozumieć Marketing

Podcast

Nowy odcinek

w każdy piątek!

Jak działa agencja marketingowa

04 grudnia 2020

02

Czy warto współpracować z agencją marketingową? Co taka współpraca ma Ci dać oraz czego powinieneś wymagać od agencji? To główne zagadnienia, które w tym odcinku poruszy Artur Jabłoński i Marek Piasek w swoim podcaście.


Dowiesz się jeszcze, na co zwrócić uwagę rozpoczynając współpracę z agencją, a co powinno Cię zaniepokoić. Korzystając z doświadczenia Artura i Marka, ocenisz czy współpraca z agencją jest Ci potrzebna i jakimi kryteriami kierować się, aby wybrać tę najlepszą.

Posłuchaj odcinka

TRANSKRYPCJA

Artur: Cześć, ja nazywam się Artur Jabłoński.

Marek: Cześć z tej strony Marek Piasek

Artur: I słuchasz podcastu:

Marek: Zrozumieć marketing.

Marek: Ostatnio otrzymałem bardzo ciekawe pytanie od jednego z naszych klientów na temat współpracy z agencją marketingową, czyli zewnętrznym podwykonawcą, osobą czy podmiotem, który odpowiada za ważną część twojej firmy np. dowożenie rezultatów, sprzedaż czy generowanie leadów, czyli kontaktów tego potencjalnego zespołu. Czy to, co powie agencja, należy traktować jako słowo objawione? Czy to jest rzecz, z którą należy się kłócić, dywagować i sprawdzać na kilka różnych sposobów?

Artur: Jest to bardzo ciężkie pytanie dla właściciela agencji. Natomiast wystąpię tutaj w roli (uwaga, uwaga!), troszkę osoby robiącej we własne gniazdo. Jak bym chciał być bardzo złośliwy, a jakoś tak wyszło, że jestem, to bym powiedział, że zależy której agencji. Większości bym się zdecydowanie nie słuchał.

Natomiast już absolutnie poważnie, odpowiadając na Twoje pytanie: to trochę zależy. Od czego zależy?

Zależy od tego, o jakim obszarze mówimy. Z mojego doświadczenia, czy z mojej perspektywy jest tak, że jeżeli wynajmujesz sobie agencję i ta agencja ma zająć się jakimiś aspektem Twojego marketingu, dajmy na to kampaniami płatnymi (wybrałem kampanie płatne, bo najprościej będzie mi się odnieść do nich bowiem robiłem je bardzo często), to w tym momencie zakładam, że ufasz tej agencji w zakresie ustawień, które ona robi. I trochę mija się z celem pytanie, czy dociekanie, dlaczego coś jest ustawione tak, a nie inaczej, bo tak naprawdę szkoda swoich roboczogodzin. Zakładamy, że stoi za tym jakieś know-how.

Z mojej perspektywy, bardzo ważne jest, żeby agencja nie była twoim wykonawcą a twoim partnerem. To dla mnie sprowadza się do powiedzenia, które ja ukułem we własnej firmie: pamiętaj, nie jesteś mądrzejszy od klienta w zakresie jego biznesu.

Zatem dla mnie agencja, która wzięłaby klienta, powiedziała: "Joł, joł, spoko ma pan tutaj — my zrobimy kampanie" i nie zrobiła jakiegoś pogłębionego wywiadu, nie brała pod uwagę tego, co klient mówi na temat tego, jakie komunikaty na ludzi działają, a jakie nie działają albo nie drążyłaby tego tematu, żeby wspólnie z klientem to wypracować, to byłaby z definicji niewiarygodna, więc trochę bym słuchał, a trochę bym nie słuchał.

Marek: Czy należy się bać małej ilości zadanych pytań na początku współpracy? Czy powinno wzbudzić w nas pewną obawę, że ktoś, kto być może miał podobnego klienta albo prowadził podobny case, albo może tego nawet nie robił, że nam nie zada pytania? Powie: “Ok spoko, tu podpiąć kartę, tu zrobić przelew, a my już się wszystkim zajmiemy”. To by wzbudziło twoją obawę?

Artur: No tak. Z doświadczenia to było takie taśmowe podejście, czyli próba przycięcia każdego biznesu pod jeden model operacyjny agencji, a to się raz sprawdzi, raz nie sprawdzi. A z drugiej strony też jest tak, że no my np. często pracujemy z kilkoma branżami. Czyli mamy sporo w swoim portfolio deweloperów budowlanych, sporo sklepów internetowych z odzieżą np. i widzę…

Marek: Czyli: “raporty zrobiliśmy - 5 mln wyświetleń”, nie przechodzą tutaj?

Artur: He, he, he, no nie tutaj nie da się powiedzieć po prostu takich rzeczy, ale doszło do tego, że np. my widzimy, że, mimo że mamy za sobą dajmy na to 20 sklepów internetowych z odzieżą i przychodzi 21, to nie ma co nabierać zbyt dużej pewności siebie, że wdrożymy dokładnie te same ustawienia, czy rodzaje kampanii co poprzednio i to zadziała u nowego klienta, bo jednak pewnie im nie zadziała. Dlatego, że to jednak jest jeszcze ten wpływ, o którym się często zapomina, czyli marka, komunikacja, pricing, oferta cenowa i tym podobne rzeczy. Więc agencje w ogóle mają złą sławę, moim zdaniem w Polsce. Również moim zdaniem w dużej części słusznie, bo to jest taki rynek, który ma niską barierę wejścia, a więc...

Marek: Możesz to jakoś zgeneralizować? Jakie agencje duże, małe, średnie, podwykonawcy, freelancerzy?

Artur: Jakbym miał powiedzieć, to bym powiedział, że skrajne. Czyli, że takie małe 2 - 3-osobowe, które próbują grać większe w komunikacji i udawać, że robią nie wiadomo co. Zamiast się ładnie sprofilować, że robią dane portfolio usług albo duże agencje sieciowe tudzież międzynarodowe, które po prostu albo biorą klientów z olbrzymiej półki, albo mają taki przemiał, że no nie muszą się już aż tak mocno przykładać, bo też umówmy się, czasami te budżety nie są też wystarczająco dobrze rozliczane. Bo jak ktoś ma do wydania 5 "baniek" na kampanie, to sobie je wyda. I troszkę nie zauważy różnicy, że dałoby się tutaj 100 "koła" lepiej użyć. A jak ktoś 100 tys. ma na rok, no to już będzie to wyglądało zupełnie inaczej.

Marek: A co jeżeli ja mam, powiedzmy 10.000 złotych miesięcznie. Wydaje mi się, że to jest taki pierwszy próg przynajmniej według mnie, od którego warto myśleć o jakimś sensownym albo podstawowym marketingu. I coś bym chciał za to zrobić. To jakie pytania byś zadał?

Artur: To ja muszę pociągnąć ten temat od razu. Widzisz i będziemy, dryfowali, chyba jeszcze nam się nie uda nagrać odcinka na temat, który sobie pierwotnie wyznaczymy. Bo ta kwota 10.000 skąd się wzięła, że akurat taką podajesz?

Marek: Wydaje mi się, że to jest kwota odpowiednia do tego, żeby tracić albo inwestować czas w rozmawianie o czymś dłużej, bo jak podchodzę, do każdej swojej godziny, tak to jednak kosztuje określoną kwotę pieniędzy. Więc, żebym wskoczył na jakieś inne działania, to czas i pieniądze muszą być dla mnie w odpowiedniej wadze zainwestowane. Czyli nie będę 10 godzin rozmawiał o tym, żeby potem 1.000 złotych w to wrzucić budżetu, bo dla mnie to po prostu była strata mojego czasu, w stosunku do pieniędzy.

Artur: A to, co w takim razie zrobić, bo to może być wątek interesujący dla słuchaczy, jeżeli ktoś nie ma tych 10 000, bo to jest, też doprecyzujmy, mówimy o skali rocznej czy miesięcznej?

Marek: Mówimy o skali miesięcznej.

Artur: O skali miesięcznej, czyli to:

Marek: 120…

Artur: To daje 120 tys. rocznie. To teraz powiedz mi czy to jest jakaś kwota, która wynika z Twoich wyliczeń np. że potrzeba tyle pieniędzy w skali miesiąca, żeby osiągnąć odpowiednią skalę konwersji albo zakupów. Skąd akurat taka? A czemu nie np. 9,5? A czemu nie 8,5?

Marek: To jest bardzo ciekawe pytanie i obronie je. Wynika z mojego osobistego doświadczenia, co może brzmieć trochę na zasadzie: aha broni się, ze współpracy z osobami, ale już mówię czemu. Uważam, że jest pewne mylne podejście na rynku, że trzeba otworzyć firmę albo jeżeli chcesz, otworzyć firmę to otwórz, uważam, że powinno się otworzyć w określonym momencie. Ma się określoną pulę pieniędzy na to przygotowaną, bo inaczej można większe wyniki finansowe uzyskać, pracując na etacie, robiąc to samo. Uważam, że 80%, 50%, 10% zamykanych firm w zależności, w jakim odcinku czasu to jest właśnie z romantyzmu, czyli z założenia, że ja powinienem być przedsiębiorcą, chociaż mnie na to nie stać. Uważam, że otwierając firmę, należy zrobić to na odpowiednim poziomie i należy na początku skupić się na sprzedaży, dostarczaniu tego produktu. I w momencie odpowiednim, kiedy będę miał te środki na marketing to je zainwestować, bo inaczej, każda godzina przeznaczona na próbowanie, zrobienia czegoś z 1.000 złotych moim zdaniem można lepiej ją zainwestować, pozyskując jednego klienta, robiąc dla niego dobre wdrożenie, dobre case study pozyskując drugiego. Totalną abstrakcją dla mnie też jest prowadzenie np. sklepu internetowego z budżetem 1.000 złotych miesięcznie. Na marży nawet 30%, no bo ile z tego zarobię? Zarobię 3.000 złotych za 60 godzin pracy w tygodniu?

Artur: Ten punkt widzenia jest mi zaskakująco bliski. W sensie myślałem, że Twoja odpowiedź może pójdzie w innych kierunkach. Natomiast, myślę takie pytanie, które może się narodzić słuchaczom w tym momencie jak i rodzi się mnie to jest takie pytanie: że co jeżeli nie mam? No bo ok załóżmy, że ktoś już postanowił rozpocząć swoje działania i ma ten budżet niech on, będzie połowę mniejszy, co moje doświadczenie jako człowieka z agencji obserwującego jakie zapytania z rynków padają, to i tak jest dość wysoki budżet jak na taki standard. To by było 5.000 miesięcznie. Teraz nie wdając się w dyskusję, która mogłaby nas…

Marek: Liczysz te 10.000 koszty obsługi czy liczyć tylko i wyłącznie to, co z karty spłynie na koszty reklamy?

Artur: Mam na myśli sam koszt marketingu na zasadzie budżetu, czyli jeszcze bez wyceny, bo trochę do tego moje pytanie zmierza, bo załóżmy, że mam te 5.000 złotych miesięcznie. Co jest i tak, tak jak myślę powyżej średniej rynkowej takiego MŚP. To w tym momencie właśnie czy ja powinienem próbować mimo wszystko współpracy z agencją i np. wykrawać te pieniądze na obsługę, brać z tego te 2.000 czy ile taka agencja może się zgodzić wówczas, zgodnie z sumieniem przytulić, żeby jeszcze były pieniądze na jakiś budżet zasadniczy. Czy powinienem kombinować samodzielnie? Jakie jest Twoje zdanie?

Marek: Ja bym poczekał do momentu, w którym bym miał określoną kwotę pieniędzy, bądź bym pozyskał takie środki z rynku, czyli albo bym znalazł wspólnika, który ma takie środki, że otworzę z nim firmę albo wziąłbym kredyt, albo bym nie brał tak drogiego samochodu, co by pozwoliło mi nie płacić 5.000 złotych za leasing tylko przeznaczyć 5.000 złotych na marketing. I wynika to też z tego, że widzę, że przedsiębiorcy, którzy generują setki tysięcy złotych miesięcznie, to prędzej będą wydawali po "dychę" na wakacje albo kupią sobie nowy dom, niż zainwestują w marketing. I często, nie prowadziłbym rozmowy z kimś, kto ma 1.000, 2.000 czy 3.000 złotych budżetu na marketing, gdyż albo gdybym prowadził to bym, dążył do tego, żeby przekonać go właśnie do tej puli 10.000, bo moim zdaniem ona jest taka odpowiednia, żeby już coś z nią zrobić. Na czym ta kampania jest, mało elastyczna, jest mało ciekawa z punktu widzenia kogoś dobrego na rynku, bo ktoś dobry na rynku kosztuje dobre pieniądze i prawdopodobnie zje Ci połowę z tej dychy na obsługę miesięcznie.

Artur: To jesteśmy tutaj bardzo blisko właśnie wątku, który też chciałbym, żeby wybrzmiał słuchaczom, bo, nie chciałbym z kolei, żebyśmy wyszli na jakichś butnych buraków, którzy uważają, że dycha albo w ogóle to się nawet nie schylamy, że nic nie robimy. Bo da się osiągnąć sensowne wyniki za mniejsze kwoty. Natomiast pytanie, czy nasz partner w tym wypadku agencja będzie czymś takim zainteresowany? I oczywiście może być mniejsza agencja biorąca mniejszą kwotę. Dopiero się rozkręcająca, która trafi na takiego klienta i zrobi dla niego dobrą robotę. Ale niestety zbyt często będzie to próba pompowania własnej marży, bo umówmy się, jakkolwiek brutalnie by to nie zabrzmiało, biznesem agencji jest agencja. Ona również musi się wspinać. I zawsze kiedy słyszę właśnie, że jakaś usługa powinna kosztować 500 złotych, czy 1.000, z czym się akurat nie zgadzam, ale każdy może podać taką wycenę, jaką uważam, to proponuję, tutaj też słuchaczom proste ćwiczenie mentalne. Przyjmijcie, że czyjaś roboczo godzina kosztuje, dajmy na to 50 złotych, co nie jest jakąś wygórowaną stawką, jeżeli my płacimy komuś 1.500 złotych, a oczekujemy, że będzie nad kampanią pracował 4-osobowy zespół. To ile godzin tak sumarycznie, oni realnie są czemuś takiemu w stanie poświęcić w skali miesiąca? I nagle się okaże, że to wcale nie będzie tak dużo jak chcielibyśmy, żeby ktoś siedział, jak sytuacja by tego wymagała. Ale żeby też nie zafiksować się wyłącznie na tym punkcie dotyczącym samych funduszy, bo tutaj pewnie zbierzemy kilka skrajnych opinii i do niczego wspólnie nie dojdziemy, bo ktoś będzie bronił swego stanowiska bądź nie, to chciałbym dalej wrócić do tego wątku, od którego zaczęliśmy, czyli tych dobrych praktyk współpracy z agencją. Czyli jaki jest jeszcze Twój punkt widzenia? Czy jakiś inny wątek w tym zakresie, który chciałbyś poruszyć?

Marek: Myślę, że jeden z tych wątków fajny jest, to co odpowiedziałeś na moje kolejne pytania, a mianowicie, nieoczekiwanie rzeczy abstrakcyjnych i problem z taką podstawową matematyką czy liczeniem swojej stawki za roboczo godzinę, która wynika z tego, że często jako przedsiębiorcy traktujemy konto firmowe jako konto prywatnie. Nie mamy takiej wykrojonej stałej pensji albo nie wiemy, ile powinniśmy zarabiać, albo ile ten biznes powinien nam wygenerować w czasie roku, dwóch i trzech, zanim go zamkniemy i otworzymy coś nowego. Czyli jednak takie podejście, że ten biznes jest dla romantyzmu tworzony, a nie do generowania pieniędzy. A z takim podejściem względem agencji czy jeżeli decydujemy się na współpracę z agencją, to powinniśmy im oddawać cały swój marketing? Czy np. kreacje, czyli tworzenie grafik, tworzenie treści, powinno zostać u nas? A agencja tylko skupia się, tak jak wspomniałeś właśnie na tych wskaźnikach. Czyli powiedzmy na technicznym zrozumieniu, w jaki sposób działają systemy, dodania swojego doświadczenia wynikającego z optymalizacji kampanii oraz też wydaje mi się, że siłą rzeczy pewnego rodzaju też przewagą agencji jest ilość wydanego budżetu, która ma lepsze spojrzenie na rynek i dużo lepsze warunki współpracy z systemami takimi jak Facebook i Google. No bo już nie dostaniesz bana za nic. Tylko masz możliwość porozmawiania z kimś po drugiej stronie.

Artur: To jest ciekawy punkt widzenia, bo właśnie często widzę agencje, które reklamują się w ten sposób i często słyszę klientów, którzy tak sobie mówią o idealnym profilu agencji, z którą chcieliby współpracować, że będzie to zewnętrzny dział marketingu. Natomiast szczerze mówiąc, nie jest to coś, z czym ja bym się do końca zgadzał, bo chyba wynika to z faktu, że my trochę inaczej możemy ten marketing rozumieć. Dlaczego? Bo ostatnio w ogóle znalazłem bardzo ciekawe zdanie i z moją fatalną pamięcią do nazwisk nie jestem w stanie przypomnieć sobie, kto to napisał na Twitterze, ale było absolutnie fenomenalne. Wrzucam Ci je, jako też takie ćwiczenie myślowe, że reklamy płatne w wyszukiwarce to nie jest marketing, to jest dostępność na sklepowej półce. I szczerze mówiąc, trochę tak jest. W sensie wchodzę do sklepu i podchodzę do półki z szamponem. No i są szampony i tyle. Więc jak ja wpisuje w Google "szampon" to jest taki odpowiednik tego pójścia do tego miejsca. Prawdziwy marketing zaczyna się wtedy kiedy trzeba wykreować, jaki ten szampon ma być.

Marek: Potrzeba.

Artur: Pokazać ludziom rozwiązania, którego nie znają itd. I teraz wracamy do ponownie tego czym…

Marek: Czym jest prawdziwy marketing. To będzie stworzenie potrzeby na znalezienie najpierw szamponu i zrozumienia, że szampon Ci jest potrzebny?

Artur: Albo dlaczego akurat ten masz wybrać, a nie inny. Teraz zobacz, bo są pewne rzeczy i wiedza, które zrobić może i z którą przyjść może tylko klient. Bo jednak gdybym miał wszystkie informacje, na temat danej branży np. jak zrobić hodowlę jedwabników. To bym sobie tę hodowlę otworzył. Albo gdybym chciał się aż tak mocno w ten problem zgłębiać. Agencja jest jednak trochę najemnikiem na godziny, który musi być blisko klienta, ale jednak ma swój wycinek do wykonania. Więc myślę, że te romantyczne nazwane idąc Twoim frazeologią, zewnętrzny dział marketingu ma pewne niebezpieczne implikacje. Bo jestem ciekaw, jak ustosunkujesz się do takiego wątku, że częstokroć ludzie, którzy chcą współpracować z agencją marketingową, wychodzą z założenia, że to oni się teraz pozbywają pewnego problemu, czyli oto znalazłem kogoś, na kogo zrzucam wszystkie rzeczy, jakie on ma zrobić. I ja się tym już nie muszę przejmować. I co sądzisz o takim podejściu?

Marek: Ono jest dla mnie totalnie obce i odmienne. Bardziej mam podejście takie, modelując, powiedzmy moją ścieżkę, dziwię się wdrażana w ten marketing, uczenia się i takich wdrażania najlepszych praktyk do organizacji. W pierwszej kolejności. A jak ze wszystkim, określam miejsce, w którym się obecnie znajduję. Czyli gdzie ja jestem. Druga rzecz. Zadaję sobie pytanie dokąd chce dojść. Trzecia rzecz. Jakie są możliwe źródła miejsc, sposoby dojścia do tego miejsca. Czyli czy ja jestem w stanie to zrobić sam, czy posiadam odpowiednią wiedzę, kompetencje czy jest ktoś z zewnątrz. Kolejnym pytaniem będzie, czy będę zawsze chciał być uzależniony od zewnętrznego transportu, czy będę chciał też część tych kompetencji przelać do środka. I zwykle podchodzę do tego w taki sposób, do czego też zarażam naszych klientów, a mianowicie, żeby zdecydować się na współpracę z kimś, kto doszedł do miejsca, gdzie ty chcesz dojść. Postawić też na swoją znajomość produktu, usług i to badanie klienta to zrozumienie klienta, dostarczanie informacji, to jest mój obowiązek jako firmy, która współpracuje, powiedzmy z agencją. Agencja jest pewnego rodzaju, na początku zewnętrznym działem marketingu, póki ja go jeszcze nie mam. Ale dążę do tego, żeby jeżeli nie miałbym jej i jeżeli bym się tych kompetencji nie chciał uczyć. Dążyłbym do tego, żeby był pewien transfer wiedzy do mnie, żebym mógł dzięki takiej współpracy stworzyć te stanowiska, to zatrudnienie u mnie, a następnie oddać na zewnątrz to, co mi się nie opłaca robić wewnętrznie, czyli np. do pewnego poziomu wydatków na reklamę kilkudziesięciu tysięcy, ponad kilkudziesięciu tysięcy złotych miesięcznie. Uważam, że nie opłaca się robić tego w środku, bo zbyt dużo czasu zajmuje bycie z tym na bieżąco, za dużo czasu zajmuje ustawienie, za dużo czasu zajmuje optymalizowanie tej kampanii. I wynik jest tego, że na początku wydając się, że będziemy to robili codziennie, potem zaglądamy tam raz na tydzień, a potem raz na miesiąc a kasa sobie płynie. I takie rzeczy dużo jest lepiej oddać na zewnątrz. Jednocześnie taki proces badania swojego klienta, sprawdzania, zadawania pytań to on powinien jak najszybciej być w środku. Tak samo jak element kreacji, czyli tworzenie kontentu może nie od A do Z, czyli ten know-how musi być w środku, bo inaczej się bardzo mocno też... Co mam tutaj na myśli. Na przykład jeżeli byłbym firmą produkcyjną i nie robiłbym nigdy tego marketingu, na jakieś zewnętrzne rynki to dążyłbym do tego, żeby wesprzeć się, np. załóżmy, że jest to strategia kontentowa przy okazji wykorzystania też reklam, żeby te treści móc propagować i pchnąć w świat. To dążyłbym do tego, żeby ta wiedza i ta persona pod tą marką była stworzona u mnie, która będzie się komunikować z klientami, a ktoś mi zadba o dystrybucję, ale też w razie czego, ja będę rozumiał, jak ta dystrybucja działa no bo to jest jednak zewnętrzny podmiot, który może się, użyję kolokwializmu, obrazić na mnie czy coś może pójść nie tak. Temu właścicielowi też może się coś stać, może umrzeć, może ta firma przestać istnieć. Ja mogę wtedy zostać trochę tak bez niczego, więc muszę też dbać o taki transfer wiedzy w moją stronę, a jednocześnie nie przyjmować do siebie rzeczy, które są proste i powtarzalne.

Artur: To bardzo dalekosiężne myślenie i mam nadzieję, że nikt tutaj ze słuchaczy się nie przeraził, w tej chwili słuchając o tym, że właściciel powinien brać pod uwagę czy szef agencji, która dla niego pracuje, umrze. To jest coś, co ja na pewno wyniosę z tego odcinka.

Marek: Może za daleko się zagalopowałem. Czasami lubię myśleć o takich ryzykach

Artur: Tak, ja uważam, że to jest bardzo…

Marek: Wielkoformatowo.

Artur: To bardzo mądre, bo lepiej tak myśleć niż o tym w ogóle nie myśleć. Ale to słuchacze muszą po prostu wiedzieć, że Marek ma duszę prepersa, więc…

Marek: To prawda.

Artur: Takie rzeczy są zawsze bliskie. Natomiast to, co chciałem wrzucić jako trochę komentarz a trochę kontra raczej nie, ale pewna próba pociągnięcia wątku dalej do tego co powiedziałeś, to jest, podejście, z którym często się stykam, że opłaca się mieć agencję do pewnego poziomu. Natomiast od pewnego poziomu powinno się umieć już te kompetencje wszystkie wewnętrzne, chociażby, z uwagi na ryzyka, o których mówisz. I to nie tylko dlatego, że jestem właścicielem agencji tylko dlatego, że widziałem po prostu, jak to się spektakularnie wykopyrtnie po drodze na kilku przykładach. Jestem raczej za modelem hybrydowym, czyli że powinien być ktoś po stronie klienta, kto zajmuje się właśnie tą częścią, wspólnie ze mną strategiczno - operacyjną. I właśnie agencja, która jest z jednej strony wsparciem merytorycznym a z drugiej Comarch, która tę pracę wykonają. Natomiast pytanie, czy Ty właśnie zgadzasz się z takim podejściem, że najlepiej mieć jest po prostu taki dział wewnętrznie, wtedy nie musisz z nikim współpracować i wszystko zostaje u ciebie?

Marek: Zgadzam się z tym. I odpowiem jeszcze do tego w taki sposób, że to, w jaki sposób ja myślę o różnych rzeczach, to jest, że próbuję sobie wyobrazić np. w tej dyskusji, którą prowadzimy, że to jest jakiś schemat, w tym są jakieś różne klocki, są jakieś różne połączenia. I czasami się skupiam, jakbym chciał zaprojektować budynek jakiś i zbudować go, to najpierw od ogółu do szczegółu, czyli jak ma być, jakie ma miejsce, a potem jak ma wyglądać okno. Zdecydowanie jestem za modelem hybrydowym. Zdecydowanie nie jestem za tym, żebyśmy robili wszystkie rzeczy we wewnątrz, co pokazują nawet przykłady największych organizacji firm Ford czy Five Hundred, które znajdują się na rynku. Tam rzadko zdarza się, że przy wejściu na jakiś inny rynek albo w ogóle mając kilka departamentów w kilkudziesięciu różnych krajach, że ma się w środku takie rzeczy jak np. obsługę reklam, robienie materiałów wideo, tworzenie reklam, zakup mediów. Raczej są osoby, które pod kątem strategicznym planują pewne budżety i korzystają z zewnętrznych konsultantów. Potem tam są dobrani podwykonawcy, którzy są specjalistami w określonych obszarach, na już to są kilkudziesięciu albo kilkusetmilionowe budżety a schodząc na pułap tych kilkuset tysięcy czy kilku milionów to bardziej powiedziałbym, że ta strategia, czyli jak ma wyglądać ten proces, jak można ten schemat zrozumieć całego marketingu, jak on działa, to żebym wiedział co, kto, do mnie, o czym mówi tworzenie tej kreacji, u nas w środku a wszystkie inne elementy albo może nie wszystkie, bo pewnie zaraz mi coś dorzucisz, co może będzie w tym sprzeczne, podeprzeć się jakimś sprawdzonym partnerem.

Artur: Też się z tym zgodzę. A tak chciałem to zwłaszcza w formie komentarza dodać, bo też inne ciekawe zdanie, które usłyszałem I w ogóle czasami tak się postrzegam, że to, co ja robię też czytanie cudzych zdań, które mnie ewentualnie odbijają w kierunkach i takie kolejne ciekawe zdanie, które mi utkwiło to, że klienci czy w ogóle przedsiębiorcy traktują agencje, bądź marketera jako doktora, a to jest psycholog. I o co chodzi? Chodzi o to, żeby się przyjąć do doktora, to oczekujesz, że doktor cię wysłucha. Przepiszę ci coś z katalogu, dostaniesz receptę, zażyjesz magiczną tabletkę tudzież czopek i wszystko będzie dobrze. Natomiast rola marketera czy rola agencji to jest właśnie takie wsparcie, psychologa, czyli ten człowiek musi cię wysłuchać, musi pomóc ci dojść do pewnych rozwiązań, musicie to zrobić wspólnie. I on nie ma gotowych recept idealnych dla każdego. I myślę, że to jest właśnie główna taka przyczyna dyskomfortu, wielu osób we współpracy z agencją, pewna nieprzewidywalność nawet wpisana w ten proces. Ja sobie zawsze tłumaczę, wracając do tego wątku, od którego wyszliśmy, że opłaca się mimo dużego poziomu i teoretycznej możliwości zbudowania takiego działu wewnątrz. Współpraca z agencją dlatego, że to jest trochę jak z handlowcem. Handlowiec ma przewagę nad klientem dlatego, że on na tym spotkaniu był sto razy, a klient jest co najwyżej trzeci czy czwarty. Czyli że ma po prostu większe doświadczenie i dobra agencja to jest agencja, która podobny proces, niekoniecznie w tej samej branży, bo sam wiesz dobrze, że da się pewne praktyki reklamowe przenosić między branżami po prostu, bo jest jakaś struktura prowadzenia kont. To w takiej branży czy w takim procesie agencja brała udział sto razy, a klient tej okazji po prostu nie miał. I ta wiedza z innych rynków czy innych branż jest moim zdaniem bezcenna. Jest to przewaga nad tym co może wypracować po prostu dział wewnętrzny.

Marek: Dokładając ostatnią cegłę do tego, do tej budowli dodam, że w momencie tyle sprzedajemy oprogramowanie jeżeli jest klient, który inwestuje stosowne środki w swoją firmę i decyduje się na to, żeby eksperymentować na budżetach i uczyć się marketingu od zera. To nie powinien tego robić bez współpracy z zewnętrznym podmiotem, który jest przed nim, bo po prostu mu w tym pomoże. To jest trochę tak, jak byśmy chcieli się uczyć języka angielskiego samemu, nawet bez jakieś książki albo bez podręcznika tylko z YouTube'a. W najlepszym razie czegoś się nauczymy. Ale pytanie, czy dobrze będziemy wymawiali, zrozumiemy gramatykę, czy zrozumiemy w ogóle, czym to jest. A zdecydowanie się na współpracę z dobrą agencją. I znowu samo słowo agencja marketingowa w moim mózgu ma bardzo negatywną konotację, bo raczej spotkałam się, tak jak i nasi klienci w większości z partaczami, którzy dość prestiżowemu zawodowi podkleili taką łatkę niechlujności i wręcz myślenia, że tylko moja marża jest najważniejsza, niemyślenia długoterminowo. A ja bardziej do tego podchodzę jako etos wzajemnego zarabiania pieniędzy i myślę, że chyba tego brakuje i raczej to jest znowu, czy trafisz na najemnika, który pracuje tylko i wyłącznie za pieniądze. Czy trafisz na najemnika, któremu Twoja sprawa jest też bliska? Czyli trochę wyprawy krzyżowe a najemnicy, których w średniowieczu zatrudniało się po to, żeby następnego dnia ktoś mógł ich przekupić za parę złotych więcej.

Artur: To moją taką kończącą myślą byłoby, że przede wszystkim powinno się poszukiwać w takiej agencji pewnej uczciwości. Ja nie będę krył, to nie jest tak, że wszystkie kampanie, jakie realizujemy w digitalk wypalają, bo tak nie jest. No i chyba nie ma agencji, która miałaby wszystkie kampanie, które się w życiu udały. Natomiast zawsze mówię moim ludziom, że moim celem jest to, że jeżeli ktoś przejmie po nas konto reklamowe np. jeżeli ktoś przeczyta maile, które wysłaliśmy, to nie będziemy się mieli czego wstydzić. Czyli będzie można zerknąć i stwierdzić, przede wszystkim klient będzie mógł stwierdzić, że agencja zrobiła, co mogła, wedle najlepszego stanu swojej wiedzy na dany moment. I z jakiegoś powodu, żadna ze stron jeszcze do końca nie rozumie, to się nie udało. Jeżeli tak jest, to ja nie będę ani zły na moich ludzi a bardzo często kiedy rozchodzimy się wtedy z klientem, z którym coś nie wyszło, to on również nie jest zły, w sensie on docenia, że my próbowaliśmy, i że byliśmy uczciwi na każdym tym etapie. Więc uważam, że częstokroć klienci nawet nie są źli o wyniki, jakkolwiek głupio by to nie brzmiało, ale właśnie pewną złą komunikację, bo brakuje tej uczciwości czy szczerości po stronie drugiego partnera.

Marek: Czyli podsumowując naszą rozmowę, myślę, że ważne jest przestawienie na początku wzajemnych punktów widzenia, jakie mamy podejścia na tę pracę, sprawdzanie, czy podejście drugiej strony jest zgodne, może nie z naszym takim kodeksem moralnym, ale sposobem, w jaki funkcjonujemy w biznesie. Postawienia na dobrą komunikację. Wzajemne informowanie, że jak coś będzie nie tak, to ja chcę o tym wiedzieć, a nie żebyście albo żebyś Ty drogi kliencie to przed nami ukrywał, bo to nie często, nie często albo często błąd jest również po stronie klienta nie tylko agencji, która mówi, że coś się super sprzedaje, a to się na przykład nigdy nie sprzedawało albo który mówi, że poprzednia firma miała wyniki X, a wcale nie miała. Bądź klientów, którzy szczują wzajemnie agencje na siebie

Artur: Takich też znamy.

Marek: I każdy z nas się z takimi osobami spotkał. Także cóż można dodać na końcu jak nie zaprosić słuchaczy do dołączenia do grupy: Zrozumieć marketing. Zapraszamy Was serdecznie do naszej grupy na Facebooku: Zrozumieć marketing. Gdzie możecie śledzić jeszcze więcej treści oraz do subskrybowania podcastu, komentowania i udostępniania treści dalej.

Artur: Tak jest. A ten podcast to jest taka sama grupa, to jest tak naprawdę forma appendixu do książki, którą napisaliśmy wspólnie z Markiem pod tytułem uwaga, uwaga, niesamowite, niespodziewane "Zrozumieć marketing". Właśnie, dokładnie ten sam tytuł więc jeżeli nasze podejście do marketingu Was interesuje i zgadzacie się z takim tokiem myślenia, czy chcielibyście więcej tego typu treści, czy przemyśleń to w dużo bardziej ustrukturyzowany sposób prezentujemy to właśnie w książce, którą znaleźć można pod adresem zrozumiećmarketing.pl

Marek: Dziękuję ślicznie Artur za niezwykle interesującą dyskusję i do usłyszenia w następnym odcinku.

Słuchaj także na:

Apple Podcast Spotify Google Podcasts

Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o marketingu...

Sprawdź książkę

Dołącz do wydarzenia

Zrozumieć Marketing

Marketing Summit

Video Książka

gdzie prawdziwi praktycy biznesu dzielą się swoją wiedzą!

gdzie zdradzamy wszelkie sekrety marketingu!

Sprawdź
Dołącz
Marek Piasek i Artur Jabłoński

gdzie prawdziwi praktycy biznesu dzielą się swoją wiedzą!

gdzie zdradzamy wszelkie sekrety marketingu!

Sprawdź
Dołącz
Wolves Academy digitalk Marek Piasek Artur Jabłoński

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2020 - WolvesAcademy